Eurowybory 2014. Najważniejsze wydarzenia, ludzie i komentarze [LIVEBLOG]

  • Gowin, Ziobro, Winnicki? A może Kalisz lub Senyszyn? Platforma czy PiS? Do kogo jest wam bliżej? Teraz możecie to sprawdzić przy pomocy nowej aplikacji serwisu tokfm.pl, o tu:

    Zobacz, do kogo jest ci najbliżej w tych wyborach

    Zapraszamy do skorzystania z aplikacji, która na podstawie 30 pytań opracowanych przez zespół ekspertów akademickich z Polski i zagranicy określa zgodność preferencji wyborcy z programami partii politycznych.

  • Michał Kolanko

    Wewnętrzne badanie SLD: KNP wchodzi do PE, Twój Ruch bez mandatów

    "Rzeczpospolita" dotarła do przeprowadzonego na rzecz SLD badania, z którego wynika, że tylko 40% Polaków wie o tym, że 25 maja odbędą się wybory do PE. Frekwencja ma wynieść tylko 19 proc. Co więcej, 24 proc. badanych twierdzi, że politykom w Brukseli chodzi tylko o pieniądze. 21 proc. jest przekonanych, że ogólnie eurodeputowani niewiele mogą zrobić w PE.

    W sondażu wygrywa PiS - ma 30 proc. (19 mandatów). Na drugim miejscu jest PO, 28 proc. i 17 mandatów. Na trzecim SLD - 14 proc. i 7 mandatów. PSL może liczyć na 7 proc. i 4 mandaty, a KNP - na 5 proc. i 3 mandaty. Do PE swoich przedstawicieli nie wprowadza koalicja EP/TR (4 proc.)

    Wewnętrzne badania poparcia to jedno z najważniejszych narzędzi, którymi dysponują partie, by zbadać skuteczność ich własnych kampanii (i wpłynąć na media). Zwykle przeprowadzane są na innych zasadach, niż badania "oficjalne". Tak też było w tym przypadku. Jak pisze "Rzeczpospolita", sondaż był przeprowadzony na próbie kilku tysięcy osób (zwykle jest to około tysiąca).

    Sondaż pokazuje, że kampania PiS w ostatnich tygodniach była wystarczająco skuteczna, by to partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła minimalną przewagę nad Platformą. Dla sztabowców partii rządzącej to niepomyślna wiadomość, ale czasu do 25 maja jest wystarczająco dużo, aby odwrócić trend.

  • Michał Protaziuk, PAP Michał Protaziuk, PAP

    Już nie Richard Henry, europoseł Czarnecki od teraz jest Ryszard Henryk

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Startujący w 2009 roku do Parlamentu Europejskiego jako Richard Henry Czarnecki w nadchodzących wyborach wystartuje już jako Ryszard Henryk. Polityk przyznał, że spolszczył imiona ze względu na wybory i Państwową Komisję Wyborczą. Czarnecki jest liderem wielkopolskiej listy Prawa i Sprawiedliwości.

    W 2009 roku PKW zarejestrowała urodzonego w Londynie kandydata z imionami widniejącymi w jego oficjalnych dokumentach: Richard Henry. Jak powiedział Czarnecki, poprzednie wybory do PE były jedynymi, w których wystartował z tymi imionami. - W wyborach startowałem od 1991 roku sześć razy mając w dowodzie Richard Henry Czarnecki. Dla PKW byłem zawsze Ryszardem Czarneckim. W moich siódmych wyborach PKW zmieniła swoje zasady i na listach pojawił się Richard Henry - powiedział. Polityk zaprezentował swój wystawiony w grudniu 2013 roku dowód osobisty, w którym widnieją już imiona: Ryszard Henryk.

    Czarnecki w 2009 roku stratował do PE z okręgu kujawsko-pomorskiego; dostał 27 106 głosów. Jego konkurenci, którzy też zdobyli mandat otrzymali: Janusz Zemke (SLD) 69 776 głosów, a Tadeusz Zwiefka 82 794.

  • Korwin-Mikke: "Po prostu odpowiedziałem kontrpomówieniem"

    Tomasz Tomczykiewicz dał Januszowi Korwin-Mikkemu ultimatum - 24 godziny na sprostowanie informacji, jakoby polityk Platformy miał "zgwałcić kelnerkę", co "z trudem zatuszowała policja". Szef KNP właśnie się do tego odniósł na swoim profilu na FB. We wpisie "Uderz w stół – a nożyce się odezwą" argumentuje, że na pomówienia, iż "pije wino z gwinta i nie płaci w restauracjach" odpowiedział po prostu kontrpomówieniem.

    "Sprawa jest w tej chwili absolutnie jasna. P. Tusk wezwał swoich piesków i powiedział: „Chłopaki! Byliście w UPRze, wymyślcie teraz na Korwin-Mikkego coś takiego, żeby nie mógł tego sprostować i Was oskarżyć, a co by Go opluskwiło”. PP. Nitras i Tomczykiewicz długo myśleli – i jedyne, co zdołali wymyślić, to było to.

    Moja reakcja Ich zaskoczyła – z tym, że p. Nitras zupełnie słusznie odmówił komentarza: dostał po nosie i zamilkł – natomiast p. Tomczykiewicz skompromitował się, traktując to wszystko poważnie – i domaga się odwołania tego pomówienia.

    Oświadczam więc z całą powagą, że w twierdzeniu, że p. Tomczykiewicz zgwałcił kelnerkę, jest dokładnie tyle samo prawdy, co w Jego twierdzeniu, że pijam wino 'z gwinta'".

    Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta

    Czy z tego wpisu należy wnosić, że traktowanie słów Korwin-Mikkego poważnie to kompromitacja?

  • Michał Kolanko

    Tomczykiewicz: Nie odpowiem na "ohydne oszczerstwo" Korwina

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja

    "Na ohydne oszczerstwo p. Korwina nie będę odpowiadał. Są granice absurdu. Za oszczerstwa trzeba płacić" - napisał na Twitterze wiceminister gospodarki i poseł Platformy Tomasz Tomczykiewicz. To reakcja na zarzuty lidera Kongresu Nowej Prawicy. Janusz Korwin-Mikke napisał na Facebooku, że Tomczykiewicz miał zgwałcić kelnerkę w restauracji w Pszczynie, co zatuszowała policja.

    Donald Tusk na konferencji prasowej przed wylotem do Brukseli stwierdził dziś, ze oczekuje prawnej reakcji ze strony obrażonych. Jak też dodał szef rządu:

    Nie sposób na tak poważne i ponure pytania odpowiedzieć poważnie, gdy podmiotem sprawczym zamieszania jest Janusz Korwin-Mikke,

    Tusk stwierdził też, że to tylko próba zwrócenia uwagi, a partie na granicy progu będą szukać uwagi poprzez skandalizujące i niestandardowe działania.

    Drugim wymienionym przez Janusza Korwin-Mikkego politykiem PO był Sławomir Nitras. Jak stwierdził w rozmowie telefonicznej ze mną, nie zamierza odpowiadać ani komentować stwierdzeń lidera Kongresu Nowej Prawicy, który napisał o nim na FB: "Co do niezapłacenia rachunku w Szczecinie: istotnie wyszedlem zniesmaczony, bo p.Nitras był tak zajęty tym, co robił z pewnym rudym kelnerem, że tylko machał ręką, bym sobie poszedł…".

    To wszystko efekt publikacji tygodnika "Wprost", w którym politycy Platformy opowiadali o swojej dawnej współpracy z Januszem Korwin-Mikkem.

  • Donald Tusk o unijnym spocie: "Kampania wzbudziła wreszcie zainteresowanie"

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Premier na konferencji prasowej przed wylotem do Brukseli odniósł się do kwestii unijnego spotu, którego finansowanie wzbudza wiele kontrowersji. Szef rządu był zadowolony, że wreszcie udało się wzbudzić zainteresowanie kampanią tego typu. Jak podkreślił, klip kosztował kilkaset tysięcy złotych, w 85% są to środki unijne, a tego typu kampania jest prowadzona co roku.

    - Rozumiem zdrową, naturalną zazdrość konkurentów, każdy miał w swoim czasie możliwość pokazania, że dobrze potrafi zaprojektować taką kampanię promocyjną. Tematyka europejska uznawana jest za jedną z najnudniejszych. Teraz udało się, że to jest komentowane, nawet ja się poświęciłem, niekonwencjonalnie wystąpiłem, żeby ta promocja się udała - mówił z dumą premier.

    Tusk podkreślił też, że jest spokojny o rezultaty jakiejkolwiek kontroli w sprawie tego spotu. Wniosek do PKW złożyło dziś Prawo i Sprawiedliwość.

    - Ta sprawa jest przejrzysta jak woda źródlana. Nie ryzykowałbym śpiewu a capella, żeby promować coś, co do czego miałbym wątpliwości, czy jest do końca ok.

    Premier odniósł się też wobec sprzeciwu w Sejmie wobec uchwały dotyczącej kanonizacji Jana Pawła II.

    - Powiem szczerze to jest dość paskudne. Mówimy o wielkim święcie, jakim jest kanonizacja naszego męża opatrznościowego i bohatera narodowego. O czym tu w ogóle dyskutować? Ja tego nie rozumiem.

    Szef odniósł się też do procesu Sławomira Nowaka w związku z sprawą jego zegarków, który rozpoczął się dziś w Warszawie.

    - Sławomir Nowak wie najlepiej, jakie są konsekwencje zarówno negatywnego rozstrzygnięcia, jak i pozytywnego. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

    Tusk rozpoczął dziś podróż po europejskich stolicach, w trakcie której ma m.in. odwiedzić Brukselę, Paryż i Berlin. Głównym tematem rozmów ma być bezpieczeństwo energetyczne i pomysł na Unię Energetyczną.

  • Solidarna Polska wykorzystuje "Hey Jude" w nowym spocie. "Daj czerwoną kartkę cwaniakom z PO"

    Rząd Platformy nie ma pieniędzy dla dzieci niepełnosprawnych, ale Platforma znalazła 7 mln złotych na spot o UE i promocję partii oraz Donalda Tuska - to podstawowy przekaz nowego, ostrego spotu Solidarnej Polski.

    W klipie wykorzystano też fragment klipu, na którym Donald Tusk śpiewa "Hey Jude". Padają też oskarżenia o to, że PO nie ma pieniędzy na wyższe emerytury, oraz ogólnie marnotrawi środki publiczne. Spot kończy się hasłem "pokaż czerwoną kartkę cwaniakom z PO".

    Klip to kolejna odpowiedź na wczorajszą prezentację spotu "10 lat świetlnych" i polityczną burzę, jako wywołała informacja o kosztach spotu (chociaż 85% z nich pokryła UE).

  • Janusz Korwin-Mikke mści się na posłach PO. Jednego oskarża o gwałt

    Fot. Facebook

    To jest ten moment, który może zachwiać lekko wzrastającym poparciem dla Janusza Korwin-Mikkego. Wczoraj w "Newsweeku" ukazał się artykuł, w którym dawni współpracownicy JKM-a, a obecnie działacze PO, m.in. Sławomir Nitras i Tomasz Tomczykiewicz, opowiadali jak trudnym człowiekiem jest lider KNP. Zarzucili mu, że nie potrafi zachowywać się kulturalnie, jest nieprzewidywalny, a w dodatku nie płacił za siebie rachunków w restauracjach i pubach.

    Stwierdzenia te bardzo nie spodobały się JKM-owi. Swoim zwyczajem postanowił strzelać do much z armat. Zamiast zignorować oskarżenia, czy je ośmieszyć sam posunął się do insynuowania im nieobyczajnego zachowania.

    "P.Tomczykiewicz zgwałcił kelnerkę, co policja z trudem zatuszowała. Co do niezapłacenia rachunku w Szczecinie: istotnie wyszedłem zniesmaczony, bo p.Nitras był tak zajęty tym, co robił z pewnym rudym kelnerem, że tylko machał ręką, bym sobie poszedł..." - napisał na Facebooku. Czekamy teraz na serię pozwów.

    Takie właśnie zachowanie JKM-a w kampanii powoduje, że zraża on do siebie wyborców i szkodzi wynikowi wyborczemu swojej partii.

  • Michał Kolanko

    Dlaczego Migalski chciał na Śląsku wręczyć czek Kaczyńskiemu na 500 tysięcy złotych?

    Fot. Wojciech Olkunik / Agencja Gazeta

    Śląsk to jeden z najważniejszych okręgów wyborczych w starciu o europarlament. To właśnie tam startują m.in. Kutz, Buzek, Migalski, Adamek, Adam Gierek czy senator Bolesław Piecha, "jedynka" PiS. Trudno się dziwić, że kampania w tym regionie jest bardzo zacięta. I dlatego wczorajsza wizyta prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na Śląsku spotkała się z reakcją tamtejszej "jedynki" Polski Razem, czyli eurodeputowanego Marka Migalskiego.

    Polityk PRJG postanowił - na konferencji prasowej prezesa PiS w Rudzie Śląskiej - wręczyć liderowi PiS symboliczny czek na 500 tysięcy złotych. Skąd właśnie ta kwota? Wspomniany senator Bolesław Piecha na 100% dostanie się do europarlamentu. To zaś będzie oznaczało, że w okręg rybnickim (gdzie został wybrany w kwietniu 2013 roku) będzie trzeba zorganizować kolejne wybory uzupełniające. W 2013 były one konieczne ze względu na śmierć senatora Motyczki z PO.

    Teraz trzeba będzie zorganizować ponowne wybory. Jak twierdzi Migalski, będą one kosztować 500 tysięcy złotych, a koszty powinno ponieść PiS. Prezes Kaczyński nie przyjął czeku, nie zatrzymał się by porozmawiać z europosłem, który w swojej kampanii bardzo mocno szuka "medialnego przebicia". Kilka jego wyborczych spotów wywołało kontrowersje, jak np. ten klip.

    Migalski będzie na pewno uprzykrzał życie politykom PiS na wszystkie możliwe sposoby. Gdy prezes PiS ponownie odwiedzi Śląsk, europoseł PRJG na pewno wymyśli coś nowego.

  • "Hey Jude" 2.0. Kowal atakuje Tuska w nowym spocie

    To była tylko kwestia czasu. Paweł Kowal - jedynka w Warszawie z list Polski Razem, jako pierwszy polityk tak bezpośrednio zaatakował premiera Tuska za śpiewanie "Hey Jude". Jak mówi w swoim nowym klipie: "Wczoraj bezpieczeństwo przez wszystkie przypadki, dziś premier śpiewa". W pierwszej części spotu głos śpiewającego Tuska z oryginalnego nagrania KPRM jest nałożony na obrazy telewizyjne ze wschodniej Ukrainy.

    Atak na premiera powiązany jest z chwilową zmianą tonu całego przekazu KPRM. Dziś szef rządu wspominał co prawda o budowaniu bezpieczeństwa w kontekście UE, ale wczorajszy klip miał czysto rozrywkowy charakter. Kowal zestawia to z sytuacją na wschodniej Ukrainie. "Czyżby na wschodniej Ukrainie Putin kręcił film wojenny? Nie. Idzie poważna wojna. Potrzebujemy poważnej polityki". Kowal chce wykorzystać moment, w którym o "Hey Jude" mówi się bardzo dużo, i jednocześnie podkreślić swoje kompetencje jako polityka kojarzonego ze sprawami Ukrainy.

  • Michał Kolanko

    Rozczarowanie mediów po wyjaśnieniu zagadki "Hey Jude". Bieńkowska narzeka na "ponurych" dziennikarzy

    Dziś o 14.00 KPRM ujawnił, dlaczego premier w opublikowanym w poniedziałek wielkanocny klipie śpiewał "Hey Jude". Jak się okazało, ta znana piosenka to podkład muzyczny do filmu promującego 10 lat Polski w UE. Dziennikarze zgromadzeni w Kancelarii Premiera - na spotkaniu z Tuskiem i Bieńkowską - przyjęli ten klip chłodno. To zresztą wywołało reakcję obecnej na spotkaniu wicepremier Bieńkowskiej, która zastanawiała się, z jakiego powodu dziennikarze są tak "ponurzy" i dlaczego spot "nie ruszył" mediów. "Mnie przechodzą dreszcze" - twierdziła wicepremier.

    Chłodna reakcja mediów nie wynikała z tego, że ten klip jest źle przygotowany. Tu chodzi o coś innego. Od wczoraj cała sprawa była mocno "pompowana". Powstało bardzo wiele teorii tłumaczących to, dlaczego KPRM opublikowała tak nietypowy film. Spodziewano się ogłoszenia koncertu Paula McCartneya itd.

    Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Przekaz we wtorek dotyczył tylko 10 lat w UE, a piosenka miała podkreślać to (chociaż nikt tego nie wyjaśnił, dlaczego akurat "Hey Jude") że dzięki UE bardzo zmieniła się sytuacja Polski. Po ponad 24 godzinach spekulacji, rozczarowanie było nieuniknione. A złe wrażenie dodatkowo spotęgowały słowa wicepremier Bieńkowskiej.

    Kampania o 10 latach Polski w UE - której elementem jest klip - na pewno pomoże Platformie przed wyborami 25 maja. Ale tego typu sztucznie kreowane wydarzenia jak we wtorek na pewno nie będą mieć dobrego efektu.

  • Piotr Osiński

    "Rzeczpospolita” stara się pomóc swoim czytelnikom w dokonaniu wyboru w głosowaniu na europarlamentarzystów 25 maja. W jaki sposób? Publikując ranking, w którym zostały wymienione nazwiska i zasługi dziesięciu a właściwie jedenastu członków PE, którzy zdaniem dziennika „potrafią coś dla Polski zdziałać”.

    Na miejscu pierwszym uplasował się Konrad Szymański z PiS, bo „ciężko pracuje w Brukseli, a nie bryluje na sejmowych korytarzach w Warszawie”. Drugie miejsce zajęli ex aequo Danuta Huebner oraz Jacek Saryusz-Wolski (oboje z PO). Hubner za to, że w rozporządzeniu dot. unijnych funduszy na lata 2014-2020 „udało jej się zmienić wiele niekorzystnych dla Polski zapisów”. Saryusz-Wolski zaś cechuje się „pracowitością, ogromną wiedzą i doświadczeniem”.

    Pierwszą trójkę rankingu „Rzeczpospolitej” zamyka Jan Olbrycht z PO. Dlaczego? „Bo obok Huebner walczył o korzystne dla Polski zapisy”. Na dalszych miejscach uplasowali się:

    4. Jerzy Buzek (PO)

    5. Sidonia Jędrzejewska (PO)

    6. Paweł Kowal (Polska Razem)

    7. Bogusław Sonik (PO)

    8. Rafał Trzaskowski (PO)

    9. Lena Kolarska-Bobińska (PO)

    10. Róża Thun (PO)

    Tak duża przewaga europosłów PO wynika również z tego, że stanowią prawie połowę polskiej delegacji do europarlamentu.

  • Michał Protaziuk Michał Protaziuk

    Marek Migalski (jedynka Polski Razem na Śląsku) wykorzystał świąteczny poniedziałek, by przebić się ze swoim nowym spotem. Chwali się w nim, że głosował przeciw dyrektywie tytoniowej, która zakazuje produkcji i sprzedaży tzw. mentoli. Migalski przypomina, że dyrektywa ta nie tylko uderza w palaczy, ale również producentów tytoniu (w tym i polskich rolników) oraz łamie zasady "wolnościowców".

    "Wolnościowcy" to jedna z grup docelowych dla Polski Razem. Pozycjonuje się oni jako konserwatywni liberałowie. Głównymi ich konkurentami w walce o ten elektorat jest PO i KNP.

    Spot został raczej dobrze przyjęty, choć formę można by było dopracować. Ważne, że przekazuje merytoryczne informacje, a nie jest zwykłą propagandową papką, czy czystym PR-em. Ciekawe też, że to jest chyba pierwszy raz, gdy polski polityk walczy o elektorat... palaczy.

  • Po świętach wielkanocnych, w ramach eurokampanii, Polskę odwiedzi dwóch głównych kandydatów na szefa KE - popierany przez chadeków Jean-Claude Juncker i reprezentujący lewicę Martin Schulz.

    W Europie od lat dominują dwie formacje zrzeszające partie z krajów członkowskich UE. Są to: centroprawicowa, chadecka Europejska Partia Ludowa (w Polsce należą do niej PO i PSL) i lewicowa Partia Europejskich Socjalistów (PES), w PE zasiadająca obecnie w ramach szerszej koalicji Socjalistów i Demokratów (S&D), której członkami są m.in. SLD i Unia Pracy. Twarzą eurokampanii EPL jest Juncker - były, wieloletni premier Luksemburga i b. szef strefy euro; S&D z kolei na swą "lokomotywę wyborczą" wybrała Schulza, polityka niemieckiej SPD, obecnego szefa europarlamentu.

    Schulz odwiedzi Polskę 1 maja - tego dnia poprowadzi, wraz z szefem SLD Leszkiem Millerem, organizowany przez Sojusz w Warszawie pochód pierwszomajowy. Juncker przyjeżdża do Polski kilka dni wcześniej. 25 kwietnia weźmie udział w Poznaniu w szczycie regionalnych i lokalnych liderów EPL.

    Fot. FRANCOIS LENOIR/Reuters

    Kandydaci na szefów KE

  • Korwin-Mikke w TVP rzucił poważne oskarżenia o łapownictwo. Potem wycofał się rakiem. "Trochę wariatów też jest"

    Ten polityk nie pozwala wyborcom i dziennikarzom się nudzić. Być może dlatego niektóre sondaże wróżą mu, że wprowadzi do europarlamentu swoich ludzi. Janusz Korwin-Mikke gościł w programie Piotra Kraśki w TVP Info, gdzie tym razem zarzucił korupcję unijnym komisarzom. Dowodów nie miał żadnych, podejrzeń i domysłów zaś w bród.

  • Chcą nakręcić film o Korwinie. Jest już "tralier"

    Janusz Korwin-Mikke i jego Kongres Nowej Prawicy po raz kolejny startuje do boju o przekroczenie progu wyborczego. Jeśli wierzyć sondażom, korwiniści mają tym razem szansę na wysłanie swojej reprezentacji do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem na portalu crowdfundingowym (organizującym publiczną zbiórkę pieniędzy) ogłoszony został projekt stworzenia filmu dokumentalnego „Korwin. The Movie”.

    Dzięki zbiórce projekt zebrał już prawie 30 tys. złotych. Do zakończenia zbiórki zostały jeszcze trzy tygodnie, a do zebrania jedynie niewiele ponad trzy tysiące. Jest więc prawie pewne, że zbiórka się uda. Jego premiera miałaby się odbyć we wrześniu. Do wsparcia projektu zachęca m.in. poseł Przemysław Wipler, który współpracuje z KNP.

    Kadr z filmu

    Autorami projektu są Tomasz Agencki – autor podcastu „Agent” i Marcin Kosiński – właściciel radia KonteStacja. Ten pierwszy w 5-minutowym „trailerze” filmu zapewnia, że nie będzie to „laurka” dla szefa KNP, ale nie będzie też go na siłę krytykować. Jak głosi podpis w filmiku „Janusz Korwin-Mikke to jeden z niewielu w Polsce polityków, który gwarantuje, że film o nim nie będzie nudny”.

    Produkcja filmu trwa od kilku miesięcy. Twórcy dostali już zgodę na towarzyszenie z kamerą ekipie Kongresu Nowej Prawicy w ostatnich dwóch tygodniach kampanii do europarlamentu. Wstępnie umówione są też rozmowy z politykami i osobami z otoczenia Korwin-Mikkego.

    Osoby wspierające projekt dostaną, zależnie od wpłaconej kwoty, różnego rodzaju gadżety – od materiałów z planu (wpłata powyżej 33 zł) i egzemplarzy płyt z filmem (powyżej 66 zł), aż po podziękowania w napisach końcowych (powyżej 101 zł) i indywidualną planszę z reklamą (powyżej 1500 zł).

    Co jeśli zebrana zostanie większa suma? Twórcy deklarują, że 35 tys. zł. pozwoli im na wyjazd do Londynu i dokumentację spotkań Korwin-Mikkego z Polonią, a 40. tys. zł na organizacje oficjalnej premiery w Warszawie. Maksymalna kwota jaką zakładają to 50 tys. złotych, której zebranie spowoduje, że film zostanie zrealizowany „w lepszych warunkach, z większą ilością wywiadów, zdjęć, ekipy”.

  • Michał Kolanko

    Tomasz Adamek gwiazdą w nowym spocie Solidarnej Polski

    "Jestem góralem. Mam siły z gór. Nadal chcę walczyć o lepsze życie polskich rodzin, o sukces Polski w świecie, w drużynie ludzi, której ufam" - mówi w najnowszym spocie Solidarnej Polski Tomasz Adamek, były mistrz świata w boksie. To kolejna próba zdyskontowania jego popularności i rozpoznawalności w kampanii Solidarnej Polski.

    Adamek opowiada swoją życiową historię, mówi o wartościach, które wyniósł z domu, o pracy w kopalni i reprezentowaniu Polski na świecie. W spocie pojawia się - poza byłym pięściarzem - także Zbigniew Ziobro, który przekonuje, że to SP ma "najlepszą drużynę w PE".

    Spot ma na celu lepsze powiązanie postaci Adamka z Solidarną Polską, a także pokazanie, że jego wartości są także wartościami istotnymi dla SP. Dlatego tak duży nacisk na biografię Adamka, jego wartości rodzinne i karierę sportową. W spocie nie ma fajerwerków, ani skomplikowanego politycznego przekazu - to prosta historia, która ma trafić do każdego odbiorcy.

  • Michał Kolanko

    Ukraina może ponownie zmienić obraz tej kampanii

    Wielkanoc to zwykle kilkudniowego politycznego wyciszenia. Ale nie tym razem. Eskalacja kryzysu na Ukrainie może nałożyć się na trwającą właśnie kampanię wyborczą. I potencjalnie jest to zła wiadomość dla odzyskującego politycznych impet Prawa i Sprawiedliwości. Ukraina może zdominować media na Wielkanoc. Co za tym idzie - naturalna w takiej sytuacji aktywność rządu na arenie międzynarodowej także może stać się głównym tematem dla dziennikarzy.

    PiS powoli odzyskiwał siły w tej kampanii. Od piątku 11 kwietnia sztab zorganizował szereg bardzo udanych wydarzeń, włącznie z wczorajszym malowaniem "PiSanek". Prawo i Sprawiedliwość zaprezentowało własne pomysły w sferze bezpieczeństwa. Gdyby nie niepotrzebne wrzucenie tematu alternatywnego liczenia głosów (we wtorek przez Andrzeja Dudę), byłby to bezbłędny okres dla Prawa i Sprawiedliwości. Hasło partii w tej kampanii - "Służyć Polsce, słuchać Polaków" - zostało ciepło przyjęte przez analityków i komentatorów.

    Platforma zorganizowała bardzo spektakularną konwencję w sobotę w Sopocie, ale sztab nie zbudował żadnego nowego przekazu. Platforma cały czas mówi tylko i wyłącznie o bezpieczeństwie. Co więcej, PO w ostatnich dniach musiała tłumaczyć się ze sprawy "smoleńskiego" spotu, który znalazł się na kanale partii na YouTube.

    Ukraina zmienia jednak wszystko. Dziś Donald Tusk w Jaworznie zręcznie połączył 3 rzeczy: eskalację kryzysu na wschodzie Ukrainy, bezpieczeństwo energetyczne i działania rządu (konsultacje ze światowymi liderami). W najbliższych dniach to będą główne elementy przekazu Platformy. I to powoduje, że kontrofensywa PiS może się zatrzymać.

  • Dziś wszyscy eurodeputowani żyją ostatnimi głosowaniami w europarlamencie. Zaraz będą święta, a potem kampania wyborcza. Dla niektórych (połowy europosłów PO i kilku innych partii) to zdjęcie na dole, będzie ostatnim wspomnieniem ich bytności w PE.

    Fot. VINCENT KESSLER/Reuters

    Niektórzy wykorzystali ostatnie chwilę na jakże modne ostatnio "selfie". Pod spodem widzimy szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, z komisarzem ds. stosunków międzyinstytucjonalnych i administracji Marosem Sefcovicem i panią komisarz ds. sprawiedliwości, praw podstawowych i obywatelstwa Viviane Reding.

    Fot. VINCENT KESSLER/Reuters

    Ostatni dzień prac europarlamentu mijającej kadencji był bardzo pracowity. Odbyło się kilka ważnych głosowań, m.in. nt. kryzysu na Ukrainie.

    Parlament Europejski uchwalił rezolucję krytykującą naciski Rosji na kraje Partnerstwa Wschodniego i destabilizowanie wschodniej Ukrainy. Zdaniem europosłów obecna sytuacja wymaga od rządów gotowości do wprowadzenia sankcji gospodarczych wobec Rosji.

    Parlament Europejski przypomina w rezolucji o konieczności zachowania przez UE i państwa członkowskie wspólnego stanowiska wobec Rosji. Europosłowie wskazują, że "obecna sytuacja wymaga od rządów zaostrzenia drugiej fazy sankcji i gotowości do wprowadzenia trzeciej fazy sankcji (sankcji ekonomicznych), które muszą być zastosowane natychmiast". Przypominają też swój apel do Rady UE o szybkie wprowadzenie embarga na broń i technologie podwójnego zastosowania.

  • Joanna Berendt Joanna Berendt

    "Jarosław Kaczyński maluje pisanki? Bez jaj!"

    To nie jest nasz komentarz (tylko politologa Olgierda Annusewicza na TT), ale jest dość adekwatny do sytuacji. Prezes PiS. Maluje pisanki. I transmitują to mainstreamowe stacje. Czyli po porannej wizycie Kaczyńskiego w "Jeden na jeden", gdzie Kaczyński postraszył polskiego premiera, komisje wyborcze i rosyjskiego prezydenta etc., przyszedł czas na ocieplenie wizerunku.

    I tak: prezes PiS wspólnie z Dawidem Jackowskim i Jadwigą Wiśniewską zaczyna dekorację pisanek przed Wielkanocą:

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Z wielkim pietyzmem, nie bacząc na ubrudzone zieloną farbą palce, prezes Kaczyński zdobi swoje jajko złotym brokatem. I...

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    ... uff, zadanie wykonane! Jarosław Kaczyński z dumą prezentuje gotowe dzieło:

    Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Podziel się